Dziedzictwo

Wyścig po horyzont

Zmagania, które znamy dziś pod nazwą Volvo Ocean Race po raz pierwszy odbyły się prawie 45 lat temu. Od tamtej pory to połączenie emocji, wyzwania dla wytrwałości i umiejętności stało się prawdziwym egzaminem dla żeglarzy. Spójrzmy, jak to wszystko się zaczęło.

Historia Volvo Ocean Race

Na dzisiejszych zdjęciach z regat Volvo Ocean Race widać opływowe, nowoczesne łodzie efektownie przecinające fale w morderczej walce z czasem. Ale nie zawsze tak to wyglądało. Prawdę mówiąc, gdyby uczestnik pierwszej edycji wyścigu wsiadł na pokład współczesnego jachtu, poczułby się jak na innej planecie. 

Jak to się stało, że proste, wręcz amatorskie regaty sprzed lat zmieniły się w najbardziej ekstremalne zawody żeglarskie na świecie? Żeby to zbadać, wciągamy żagiel na maszt i płyniemy wstecz do 1869 roku.

Wielka ambicja

W 1969 roku Robin Knox-Johnston zwyciężył w zawodach Sunday Times Golden Globe Race, zostając tym samym pierwszym człowiekiem, który ukończył samotny rejs dookoła kuli ziemskiej bez zawijania do portów. Uradowany powodzeniem wyprawy przekonał dwóch żeglujących dziennikarzy - Guya Pearce'a i Anthony'ego Churchilla - że warto zorganizować wyścig dookoła świata wzdłuż tras, którymi pływały dawne żaglowce. 

Wspólnie wymyślili plan, zgodnie z którym żeglarze mieli powrócić na niebezpieczne szlaki wykorzystywane przed powstaniem kanałów Sueskiego i Panamskiego - ale tym razem w imię sportu. 

Gerry Dijkstra, nawigator jachtu Flyer Cornelisa van Rietschotena, który zwyciężył w edycji 1977/8 wyścigu Whitbread Round the World Race.

Narodziny wyścigu

Żeglarstwo zawsze przyciągało poszukiwaczy przygód, więc znalezienie chętnych do podjęcia wyzwania nie było trudne. Trochę ciężej szło poszukiwanie sponsora. Ale, gdy w 1971 roku Pearce i Churchill zwrócili się do Królewskiego Towarzystwa Żeglugi Morskiej (RSNA), ambitny plan zaczął się materializować.

Jak mówi legenda, Otto Steiner z RSNA umówił się z pułkownikiem Billem Whitbreadem - którego rodzinny browar zostanie pierwszym sponsorem regat -  w barze w Portsmouth, by przedyskutować pomysł przy drinku. W takich właśnie niepozornych okolicznościach narodziło się pierwsze wcielenie Volvo Ocean Race.

Pierwszy wyścig, jeszcze pod nazwą Whitbread Round the World Ocean Race, wystartował w Portsmouth 8 września 1973 roku. Wzięło w nim udział 17 prywatnych łodzi różnych typów i rozmiarów, pochodzących z siedmiu krajów. Regaty trwały siedem miesięcy, a liczącą 43.500 kilometrów trasę podzielono na cztery etapy. Metą pierwszego etapu był Kapsztad, następnie Sydney i Rio de Janeiro, skąd załogi wróciły do Portsmouth.

Warto zauważyć, że większość uczestników dziewiczego wyścigu nie zdawała sobie do końca sprawy z tego, co ją czeka. Na zdjęciach z regat nie widać bezwzględnego profesjonalizmu i starannego przygotowania, jakie kojarzymy z dzisiejszymi wyścigami. Mężczyźni z gołymi torsami siedzą na pokładzie i brzdąkają na gitarze, jedni grają w karty, drudzy gawędzą paląc fajkę. Wygląda to bardziej na miłą letnią wycieczkę niż poważne morskie zmagania. 

Gauloises 3 podczas regat Whitbread Round the World Race w 1981 roku.

Droga do przygody

Regaty Volvo Ocean Race stały się możliwe dzięki dwóm doniosłym wydarzeniom w dziejach świata: otwarciu Kanału Sueskiego w 1869 roku oraz otwarciu  Kanału Panamskiego w 1914. Te dwa cuda nowoczesnego budownictwa to jednocześnie dwa najważniejsze połączenia dróg morskich na świecie. Nie tylko powoliły znacznie skrócić trasy handlowe, ale uczyniły żeglugę bardziej bezpieczną. 

Nie trzeba było już pokonywać wzburzonych wód Oceanu Południowego, by przewieźć ładunek między Azją, Australią, Europą i obiema Amerykami. Ale nie każdemu chodziło przede wszystkim o bezpieczną i łatwą podróż; niektórzy myśleli o nowej przygodzie. Jedną z takich osób był angielski żeglarz Sir William Robert Patrick “Robin” Knox-Johnston.

Na falach - jak w domu

Dla załóg startujących dziś w Volvo Ocean Race rezygnacja z komfortu w imię zwycięstwa jest zupełnie naturalna. Ale w 1973 roku dużo bardziej liczyła się domowa atmosfera na jachcie. Opowieści o dobrych winach, lodówkach pełnych świeżego mięsa i o należących do załogi profesjonalnych kucharzach nie były niczym niezwykłym. 

Ale mimo pozornie amatorskiego podejścia i koncentracji na błahostkach, podczas regat panował godny podziwu pionierski duch, odwaga i poczucie przygody. Była to okazja do zmierzenia się z nieprzewidywalnością żywiołu, przeżycia podróży do dalekich portów i poskromienia zdradzieckich głębin. I ci pierwsi żeglarze uczepili się tej okazji obiema rękami. 

Pamiętne regaty z udziałem polskich żeglarzy

W regatach Whitbread Round The World Race w 1973 roku wystartowały dwie polskie drużyny. Pierwsza, załoga na Otago - w skład której weszli  pracownicy gdańskiej stoczni pod wodzą skipera Zdzisława Pieńkawy. Warto dodać, że wśród załogi znalazła się także jego 19-letnia córka Iwona, która była najmłodszą uczestniczką regat i jedną z trzech kobiet, którym udało się zakończyć wszystkie cztery odcinki wyścigu. Poza nimi na pokładzie znaleźli się: Witold Ciecholewski, Zygmunt Choreń, Bohdan Berggrun, Kazimierz Kurzydło, Stanisław Jakubczyk, Edwin Trzos i Adan Michel. Załoga Otago zajęła 13 miejsce.

 

Drugą polską jednostką, która podjęła wyzwanie w Whitbread Round The World Race, był Copernicus, dowodzony przez Zygfryda „Zygę” Pelickiego. W jego zespole znaleźli się także: Bronisław Tarnacki, Ryszard Mackiewicz, Bogdan Bogdziński i Zbigniew Puchalski. Copernicus zakończył regaty plasując się na 11 miejscu.

Wygrać i być najlepszym

Teraz, po 45 latach i dużych zmianach w technologii, pionierski duch wczesnych wyścigów ustąpił miejsca twardemu profesjonalizmowi i pełnej determinacji walce o zwycięstwo. Łodzie Volvo Ocean 65 bardziej przypominają bolidy Formuły 1 niż klasyczne jachty, które przed laty wyruszyły z Portsmouth.

Oddzielne kabiny, dobre wina, mięso, kucharze i świeża woda to już przeszłość. Zostały zastąpione przez wspólne koje, systemy GPS, odsalaną wodę, jedzenie w proszku i batony z proteinami. Załogi składają się z mistrzów świata i olimpijczyków, a miejsce prywatnych łodzi zajęły jachty hojnie sponsorowane przez światowe marki. 

Dzięki nowoczesnej technologii cały świat może stale obserwować regaty - śledzić konta załóg na Twitterze i Facebooku, oglądać nakręcone na pokładzie filmiki i najbardziej aktualne relacje reporterów. Umieszczenie wśród członków załogi reportera pozwala widzom uczestniczyć niemal na żywo w wyścigu; wcześniej można było liczyć jedynie na opowieści samych żeglarzy. 

Ale mimo postępu technicznego i zmian w trasie wyścigu, nawet puryści żeglarstwa nie mogą zaprzeczyć, że Volvo Ocean Race to wielki sprawdzian ludzkiej wytrzymałości. To najlepsze jachty, których znakomite załogi wyciskają z nich maksimum możliwości w jednym tylko celu - by wygrać i być najlepszym. 
Niech zacznie się przygoda

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ